środa, 30 listopada 2016

Rozdział XL

Nowe miejsca, nowi ludzie - Indy
    Mijając otwartą bramę świątyni mistrza Jao, przyglądałem się liście, którą wręczył mi Mistrz Fung. Na kartce znajdowały się wszystkie potrzebne produkty, jakie były potrzebne w świątyni. Wręczono mi listę i poproszono żebym się po nie wybrał do pobliskiej wioski.
     Sam kompleks świątynny umiejscowiony był na wzgórzu, które kończyło się wysoką skarpą tuż obok plaży. U podnóża góry znajdowała się wioska, do której właśnie się wybierałem. Kiedy tylko na nią patrzyłem, przypominała mi miejsce z mojego dzieciństwa. Ze szczególną uwagą przyglądałem się chińskiej, niestety łatwopalnej, architekturze.
    Dotarłem do małego rynku, gdzie tłumy ludzi udawały się w tym samym celu co ja. Rozglądałem się dookoła za celami z listy zakupów. Wyraźną większość na liście stanowiły artykuły spożywcze, dlatego zmuszony byłem podchodzić do straganów, przy których było najwięcej ludzi. Mimo kolejek i targujących się, upartych sprzedawców, zakupy szły mi całkiem szybko.
     Obładowany w torby pełne różnej zawartości, spostrzegłem stragan, przy którym krzątało się wielu ludzi. Zaciekawiony podszedłem i ujrzałem piękne, aż nienaturalnie czerwone jabłka. Wyglądały na bardzo smaczne i soczyste, więc nie sposób było mi się powstrzymać, by ich nie skosztować. Ustawiając się w kolejkę, stwierdziłem, że czas oczekiwania będzie godzien spróbowania owocu. Wędrowałem wzrokiem po jabłkach i kiedy wybierałem które kupię, mignęła mi przed oczami jakaś postać. Zaciekawiony odwróciłem się i ujrzałem coś pięknego. Obok mnie stanął właśnie ósmy cud świata, który był właściwie młodą dziewczyną, wyglądającą mi na mój wiek. Miała długie blond włosy i przecudowne, błękitne oczy. Zatrzymałem spojrzenie na postaci i z uwagą obserwowałem jak hipnotyzująco poprawia swoje anielskie włosy. W końcu zauważyła, że jakiś osobnik, którym byłem ja, się na nią gapi. Przekręciła lekko głowę i przeniosła spojrzenie na mnie. Uśmiechnęła się, a kiedy wybuchła śmiechem, zastanawiałem się jak głupią muszę mieć teraz minę. Stanęła przede mną i skrzyżowała ręce. Kiedy usłyszałem jej głos, wypuściłem jabłko z dłoni;
- Heeej! - Dziewczyna strzeliła palcami przed moją twarzą. - Nigdy nie widziałeś płci żeńskiej? - zaśmiała się.
- H-hej - wybełkotałem. - Widziałem, ale nigdy takiego pięknego przedstawiciela. Nazywam się Indy Shen - poczułem rumieńce piekące moją twarz. Nie były one spowodowane ani promieniami słońca, ani moim nie panowaniem nad mocami.
- Susan Seatler. Miło mi i jak mniemam tobie również - odparła, a ja znowu wsłuchałem się w jej piękny głos.
     Nie wiedząc dokładnie co robię, chwyciłem owoc i wyciągnąłem dłoń w jej stronę, tym samym oferując jej jabłko.
- Proszę. To dla ciebie.
- Och, jaki z ciebie romantyk! - Chwyciła jabłko i oddaliła się. Bez zastanowienia ruszyłem za nią, ale po chwili ktoś złapał mnie za ramię.
- Najpierw pan zapłaci.
    Pobiegłem za nowo spotkaną znajomą, która bez wątpienia mnie oczarowała. Kiedy znalazłem się obok niej, zwolniłem idąc tym samym tempem co ona. Spojrzałem na nią i szczerze się uśmiechnąłem.
- Zaciekawiłeś mnie, Indy. Muszę ci to przyznać.
- Do usług! - zasalutowałem.
- Dlatego chciałabym się czegoś o tobie dowiedzieć. - Przystanęła równicześnie mnie zatrzymując. - Kim jesteś, jeśli nie jest to jakaś intrygująca tajemnica! - Zaśmiała się krótko, po czym przeszyła mnie swoimi oczami. Zrobiło mi się gorąco; kilka razy odsunąłem szybko kołnierz koszulki.
- Słyszałaś o mnichach z Xiaolin? - spytałem.
- Słyszałam. To ci co strzegą tego swojego spokoju i biegają w piżamkach? Czy ci, którzy są nieco bardziej tajemniczy?
Zamyśliłem się, zaskoczony wiedzą Susan. Miała świadomość, że istnieją wojownicy nad zwykłymi mnichami.
- Ci bardziej tajemniczy również biegają w piżamkach - oboje się zaśmialiśmy. - Skąd tyle wiesz?
- Ach, z różnych książek. - Uniosłem brew. - Moja rodzina zna Mistrza Jao i zdążyłam już usłyszeć o ‘nowych tymczasowych mnichach’. Jeśli dobrze zakładam… jesteś jednym z nich?
- Trafiony zatopiony - uśmiechnąłem się. -  Owszem, to ja. Przyłapałaś mnie i co teraz?
- mrugnąłem prawym okiem.
- Co w was jest takiego tajemniczego? Tego nie zdołałam się dowiedzieć. - Wyglądała na coraz bardziej zaciekawioną.
     Nie byłem pewien, czy moje zachowanie zostałoby pochwalone przez Kylara i Av, ale po prostu nie mogłem się powstrzymać przed opowiedzeniem jej tych rzeczy, których była ciekawa. Mogłem przyznać z ręką na sercu, że mnie zauroczyła.
- Poza sztukami walk - zacząłem - uczymy się czegoś innego. - Susan ponownie skrzyżowała ramiona, nadal na mnie patrząc. - Jesteśmy wyjątkowi, bo potrafimy władać żywiołami. Mnie przypdł ogień.
- I potrafisz z ogniem zrobić wszystko, co tylko byś chciał? - zadała pytanie, które zabrzmiało jak prowokacja.
- Tak - odparłem szybko. - Znaczy nie… nie całkiem. Dopiero się uczę. To wszystko nie jest takie łatwe. Jestem człowiekiem, a żywioł to żywioł. Musimy zdążyć go opanować, zanim on opanuje nas.
- Musimy?
- Oprócz mnie, w świątyni są jeszcze dwie osoby - skłamałem, nie wspominając o Kylarze, który dokładnie wczoraj opuścił świątynie wraz ze swoją siostrą i Tekinem. - Moi… przyjaciele. Kylar i Av. On włada wodą, ona powietrzem.
- A ziemia? - zadała kolejne pytanie.
- To dłuższa historia.
   Susan chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Nie miałem nic przeciwko, że tak piękna dziewczyna trzyma moją dłoń. Minęliśmy kolejny budynek i wskoczyliśmy w malutką uliczkę. Znaleźliśmy się w niewielkim ogródku, gdzie rosły naprawdę bardzo duże rośliny. Ktoś tu chyba był zbytnim miłośnikiem florystyki.
    Stanęliśmy w miejscu, a Susan obróciła się w moją stronę. Było tu ciemniej, ale i tak doskonale widziałem jej piękne jasne włosy.
- Skoro twierdzisz, że władasz ogniem - udowodnij to! - powiedziała podnosząc ręce do góry i szeroko się uśmiechnęła.
- Wiesz, nie ma sprawy, ale wybrałaś niezbyt odpowiednie miejsce - powiedziałem rozglądając się dookoła. Z wszystkich stron otaczały nas rozmaite rośliny, z czego spora część była wyschnięta. - Chyba, że jesteś jakąś szurniętą piromaniaczką.
- Nic z tych rzeczy. Dasz radę!
    Spojrzałem niepewnie na Susan, a potem na swoje dłonie, które uniosłem na wysokość klatki piersiowej. Wyraźnie podekscytowana dziewczyna się odsunęła. Poczułem jak się stresuję. Indy, od kiedy ty się czymkolwiek przejmujesz?
- Wierzę w ciebie - szepnęła uśmiechając się do mnie.
W tym momencie, już bez dłuższego zastanowienia, rozpaliłem płomień pomiędzy dłońmi i uniosłem go nieco wyżej. Manipulowałem nim i zaczął skakać dookoła, wokół roślin i dziewczyny. Patrzyła z podziwem na wesoło iskrzący ogień, który odbijał się w jej oczach. Krótkim gestem przywołałem do siebie płomień i kiedy znalazł się przede mną, zamknąłem go w swoich dłoniach.
- To było po prostu niesamowite - uśmiechnąłem się, a dziewczyna zaczęła klaskać. - Mówiłam, że dasz radę!
- Wiesz… to nie był pierwszy raz, kiedy coś takiego robiłem. Nie chciałem tylko wywołać pożaru.
    W końcu, w okolicy nie było Kylara, który jak zwykle martwiąc się o wszystko, zgasiłby ten ogień bez problemu. Nie było go w okolicy, ani w świątyni.
    Czas mijał nam bardzo szybko. Susan była bardzo podekscytowana każdą opowieścią, jaką ją uraczyłem. Dopytywała często o szczegóły, które ja często omijałem, bo uważałem je za niewarte uwagi. Ta sytuacja nauczyła mnie, że każdy drobiazg ma znaczenie; obiecałem jej, że następną akcję zapamiętam z najmniejszymi szczegółami, aby móc wszystko jej opowiedzieć. Uśmiechnęła się wtedy promiennie.
    Zdarzało się jej zbiegać na temat rodziny lub powodu mojego pobytu w świątyni mistrza Jao. Omijałem ten pierwszy, chociaż nigdy nie bolało mnie opowiadanie o ataku na moją wioskę. Po prostu stwierdziłem, że opowiem jej o tym innego dnia.
     Rozmawiało nam się przyjemnie, byłem naprawdę zadowolony z możliwości porozmawiania z osobą, która żyła w beztrosce. Niestety, zrobiło się późno, więc musiałem wracać do świątyni, wraz z zakupami, które całkiem wypadły mi z głowy. Dotarliśmy do końca wioski, skąd prowadziła droga, którą wcześniej tu przyszedłem. Po prawej stronie znajdował się malutki las z jednym charakterystycznym elementem, jakim był pień ściętego drzewa.
- Susan - ponownie zwróciłem się do mojej towarzyszki - naprawdę, ale to naprawdę, przecudownie było cię poznać. A z racji, że jeszcze stąd nie uciekam, to chcę zaproponować kolejne spotkanie.
- Randkę.
- Em? - zmieszałem się.
- Miałeś na myśli randkę, nie owijaj w bawełnę - zachichotała mrużąc oczy.
- No tak… racja - odchrząknąłem.
- Jutro. Po południu pod tamtym ściętym dębem. - Wskazała na ten sam punkt, który wcześniej przyciągnął moją uwagę. Do zobaczenia! - pożegnała i odwracając się, pobiegła w stronę wioski.
- Do zobaczenia… - powiedziałem cicho do siebie z uśmiechem. - Do zobaczenia.

   Otworzyłem oczy i ujrzałem siebie samego. Odchodziłem właśnie od Av, która nadal klęczała na środku placu. Obok niej kucał Raimundo, któremu na ramieniu, położyła swoją głowę. Nie wiedziałem co ma miejsce. Nie podobało mi się to. Wszystko działo się tak samo jak wczorajszego wieczoru. Potężna wichura i silny deszcz. Tylko kolory nie takie. Wszystko było przygaszone, szarawe. Chciałem wiedzieć czy to sen, iluzja, czy wizja. Chociaż od razu wykluczyłbym ostatnią możliwość. Przecież to wszystko się już wydarzyło. Oczekując odpowiedzi ruszyłem za samym sobą, który minął mnie, jakbym nie istniał.
    Wślizgnąłem się do środka pomieszczenia, zanim je zamknąłem. Przypominając sobie co działo się dalej, pomyślałem o Omim, który właśnie pojawił się znikąd. Zupełnie jak wczoraj.
- Co tam się dzieje? Nagle zerwało się ogromne wiatrzysko - stwierdził Omi, wyglądając przez okno. Oboje weszli do pokoju obok i usiedli przy stoliku.
- To emocje Av… - stwierdziłem siadając przy biurku. - Nie rozumiem jak można nad nimi, aż tak nie panować!
    Przyglądałem się całej sytuacji z zupełnie innej perspektywy. Byłem właśnie świadkiem wczorajszej rozmowy, w której sam brałem udział.
- Co się dokładnie stało? - spytał Smok Wody.
- Dramat! Tragedia i komedia! Istny dramat romantyczny! Av wydzierała się jak w większości z nich - zaśmiałem się, po chwili przyjmując poważną minę, aby dobrze zacytować słowa koleżanki. - ‘On odszedł! On odszedł!’ - teatralnie lamentowałem, po czym znowu wybuchłem śmiechem. - Nie przypomina ci to czegoś? - Omi uśmiechnął się i schylił głowę. - Rozumiem, Kylar odszedł, ale to nie jest koniec i aż taki wielki powód do histerii.

- Z tym akurat zgodzić się mogę. Panować nad sobą trzeba.
    Czułem się dziwnie, tak jakbym oglądał powtórkę odcinka serialu, który już widziałem. Jakbym czytał ten sam fragment książki, który już przeczytałem. Indy - to znaczy ja - wraz z Omim zmieniliśmy temat, ponownie zaglądając do moich notatek. Smok Wody był nimi zafascynowany, a nawet podzielał wiele mych spostrzeżeń. Wypełniało mnie to jeszcze większą energią i motywacją do działania, niż kiedy siedziałem nad nimi sam, w ciszy. Ja wraz ze sobą z przeszłości pochyliliśmy się nad nimi, zwracając uwagę na rysunek tajemniczej postaci. Była dziwnie zamazana, jakby krople deszczu na nią spadały. Po chwili sobie przypomniałem - kto tak naprawdę był tam narysowany i dlaczego jego podobizna zniknęła. Obróciłem się, a jasna postać we mnie wleciała.
- Buuu! - krzyknęła.

wtorek, 13 września 2016

Rozdział XXXIX

To nie koniec? - Av



     Jeżeli ktoś kiedykolwiek zapytałby mnie jak pachnie wolność, odpowiedziałabym, że jest to jeden ze wspanialszych zapachów na świecie. To zupełnie tak jakby po dłuższym czasie walki o każdą godzinę życia, móc ponownie oddychać powietrzem, które nie niesie za sobą woni krwi i rozkładających się ciał. To aromat, który jednocześnie emanuje spokojem, rutyną i bezpieczeństwem.
     Napawałam się każdym zapachem jakie niosły ze sobą prądy wiatru. Czułam, że w końcu znalazłam się w powietrzu, nie jestem już w dusznych lochach. Poddałam się miarowemu kołysaniu, słyszałam głos Doja i reszty moich przyjaciół. Mimo, że oczy miałam cały czas zamknięte i nie mogłam się ruszyć, byłam świadoma wszystkiego co działo się wokół mnie. Raimundo cały czas mocno trzymał mnie przy sobie; wyniósł mnie z rozpadającego się zamku. Wiedziałam, że to on, zdążyłam poznać jego zapach. Wśród towarzystwa poznałam jeszcze głosy Aklorii i jej towarzysza, Indego i mężczyzny o identycznym akcencie, oraz Mistrza Funga. Martwiłam się o Kylara, nie słyszałam go i nie czułam jego zapachu. Wolałam nie myśleć o tym, że mógł nie ujść z życiem.
     Wylądowaliśmy, a ja usłyszałam szum morza; zupełnie jakbym była w domu, nieważne którym. Ten dźwięk zawsze mnie uspokajał. Aż żałowałam, że nie mogę otworzyć oczu, żeby podziwiać ten wspaniały krajobraz.
     Poczułam, że wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia. Tu pachniało zdecydowanie inaczej, ale nie mniej przyjemnie. Przede wszystkim czułam spokój wśród znajdujących się tu ludzi. Rozpoznałam woń świeżo wypranej pościeli, usłyszałam trzeszczenie sprężyn i delikatne drżenie jakiegoś szkła. Zaraz potem poczułam jak ramiona Raimunda kładą mnie na materacu łóżka. Mężczyzna, w geście czułości, odgarnął mi włosy z czoła i najprawdopodobniej wyszedł z pokoju.
Zupełnie straciłam poczucie czasu, ale wsłuchując się we wszystkie otaczające mnie odgłosy wiedziałam, że Kylar żyje i leży na łóżku obok mnie. Akloria trwała przy nim praktycznie cały czas; czułam jak się o niego martwi. Kiedy wreszcie się obudził poczułam niesamowitą ulgę, bo wiedziałam, że wydobrzeje i kiedy tylko wrócę do zdrowia, będziemy mogli porozmawiać. Wręcz nie mogłam doczekać się chwili kiedy będę mogła go objąć i powiedzieć jak wiele mu zawdzięczam. Byłam pełna pozytywnego nastawienia, bo przecież udało nam się przetrwać takie piekło, nic innego nie będzie w stanie nas złamać.
-
     Cierpliwie czekałam aż w końcu poczuję się lepiej. Przez cały ten czas kiedy leżałam, w sali przewijało się sporo ludzi. Wiem, że dawali mi jakieś lekarstwa i opatrywali rany, ale nie czułam żadnego z wykonywanych na mnie zabiegów. W zasadzie to przestałam czuć cokolwiek. Nie było żadnego bólu czy dotyku. Szczęście spowodowane odzyskanym poczuciem wolności, znikło tak szybko, jak się pojawiło.
- Ona umiera. - Usłyszałam pewnego razu słowa Raimunda, który akurat z kimś rozmawiał.
Było mi wszystko jedno. Wszelkie wydarzenia odbyły się z mojej winy i tak naprawdę, jak nikt, zasługiwałam na śmierć. Chociaż wiedziałam, że osoba, na której zależało mi najbardziej żyje, to i tak byłam pogodzona ze swoim losem. Obecność Kylara za każdym razem przynosiła mi ulgę, mimo, że i tak cały czas sobie wyrzucałam, że nie zasługuję na miano xiaolińskiego mnicha. Cóż ze mnie wojownik, który za pomocą swojej głupoty i nadprzyrodzonego pecha, ściąga na swoich przyjaciół same kataklizmy?
     Pogodzona ze swoim losem wprawiłam się w stan bezwzględnej obojętności. Nie mogłam znieść faktu, że jedynymi bodźcami jakie odbieram są zapachy i dźwięki. Wszelka siła walki mnie opuściła, a ja chciałam żeby to wszystko wreszcie się zakończyło. Stwierdziłam, że nie mam powodów żeby żyć i pozostaje mi tylko oczekiwanie.
- Chciałbym ci jakoś pomóc, wiesz? - powiedział Kylar, który znowu mnie odwiedził. Był u mnie częstym gościem, ale nie mówił zbyt wiele, a szkoda. Chociażby miał gadać o nagim tyłku Jacka Spicera i tak słuchałbym go z przyjemnością. - Może mnie słyszysz, może nie. Po prostu chciałem z tobą porozmawiać. Martwię się o ciebie i jestem gotów poświęcić dla ciebie wszystko, nawet i życie - powiedział pociągając nosem. Słyszałam jak szlocha, robił to przy mnie dosyć często, a ja za każdym razem denerwowałam się, że nie mogę wstać i otrzeć jego łez, których tak naprawdę byłam powodem. - Ale zamiast ci jakoś pomóc i ulżyć, stoję tu jak zamartwiający się wszystkim idiota.
Monolog Kylara został przerwany przez dźwięk otwierających się drzwi. Do sali weszła kobieta, poznałam to po delikatnych krokach.
- Kylar, chciałabym z tobą porozmawiać. - Obstawiłam dobrze, bo postacią, która również pojawiła się obok mojego łóżka, była Akloria.
Powiedziała, że ona i Tekin jutro odchodzą, a zaraz potem rodzeństwo wyszło z sali. Nie miałam ani ochoty, ani siły żeby podsłuchać ich rozmowę.
     Już dawno straciłam poczucie czasu, więc nie mam pojęcia, ile Kylar rozmawiał z siostrą, ale gdzieś w głębi siebie liczyłam, że wróci i pomówi do mnie, jeszcze chociaż przez chwilę.
Moje ostatnie życzenie zostało spełnione, usłyszałam ponownie otwierające się drzwi i kroki Kylara.
- Uzdrowię cię. Wiele razy słyszałem, że woda symbolizuje płynące życie, więc dzięki niej można je naprawić - powiedział i na dodatek miał zdecydowaną rację. W większości zwojów jakie przestudiowałam jeszcze w ośrodku przygotowawczym, było wiele o wodzie jako symbolu życia. Zastanawiałam się co on próbuje zrobić, ale gorzej i tak już być nie mogło, więc wróciłam do typowej dla Indego obojętności.
     Słyszałam niespokojny oddech Kylara i wręcz czułam jego zdenerwowanie. Byłam dosyć sfrustrowana tym, że nie wiem co robi, a bezapelacyjnie jego działania dotyczyły mojej postaci. Usłyszałam jakiś plusk, a po chwili zrobiło mi się zimno. Poczułam mrowienie w okolicach szyi. Nie było to przyjemne przeżycie, ale uświadomiłam sobie, że to dokładnie odczułam. Nie wiedziałam co mój przyjaciel robił, ale to działało. Od mojej szyi przeszedł chłodny impuls; powoli zaczynałam czuć ból. Nie mogłam się jeszcze ruszyć, ale zaczęłam odzyskiwać zmysł dotyku. W tym momencie Kylar zrobił coś, czego po prostu bym się nie spodziewała. Poczułam, że zbliża głowę do mojej twarzy i delikatnie dotyka moje usta swoimi. Ze wszystkich sił chciałam oddać mu ten nieśmiały pocałunek i dodać odwagi, ale nie mogłam nic zrobić.
- Av, kocham cię - powiedział, a ja poczułam jak bardzo mam ochotę wykrzyczeć mu w twarz jakim jest idiotą. Narobiłam tyle złych rzeczy, a ten mówi mi, że mnie kocha. Byłam dla niego taka chamska, a jemu i tak na mnie zależało. - ale muszę odejść. - Miałam szczerą nadzieję, że się przesłyszałam. - Wrócę. Obiecuję. Wiem, że będziesz na mnie zła, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Chcę odkryć po co tu jestem i moja siostra może mi w tym pomóc. Wybacz mi - poprosił i w ciszy opuścił salę, w której leżałam. Znowu zostałam sama, tym razem dotarło to do mnie o wiele brutalniej. Poczułam zbierające mi się pod powiekami łzy, zaraz potem zadrżałam i delikatnie ruszyłam palcami. Przesunęłam opuszkami po materiale pościeli, delikatnie ruszyłam stopą. Chciałam odnaleźć w sobie wystarczająco dużo siły żeby wstać. Musiałam zdążyć dogonić Kylara, powiedzieć mu wszystko, co chciałam przekazać. Podziękować.
     Poczułam jak po moim policzku spływa samotna łza. Nie spiesząc się, delikatnie gładziła moją skórę, zostawiając mokry ślad. Kiedy znikła, ja gwałtownie otworzyłam oczy. Promienie słońca brutalnie drażniły moje źrenice. Leżałam bez ruchu dobre kilka minut, bo musiało dotrzeć do mnie wszystko, co miało miejsce. Czułam ogromny ból, wróciły wszelkie wspomnienia z zamku. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że muszę porozmawiać z Kylarem. Gwałtownie poderwałam się z miejsca, ale zaraz potem padłam na ziemię. Zdeterminowana, tym razem wolniej, podniosłam się i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi.
     Szlam przy chłodnej ścianie i najszybciej jak tylko umiałam, kierowałam się do wyjścia. Korzystałam ze swojego Instynktu żeby je znaleźć i już kilka minut później stałam na zewnątrz. Kiedy wiatr odgarnął mi sklejone włosy z ramion, uświadomiłam sobie, że bardzo dawno nie byłam na dworze. Morze szumiało nieopodal, a na dotychczas błękitnym niebie, zaczęły zbierać się chmury.
- Kylar - zawołałam docierając do bramy ogrodu. Przed sobą nie widziałam nawet niczyjej sylwetki. - Kylar! - Tym razem zawołałam głośniej. Złapałam się płotu i wypatrywałam jakiejkolwiek postaci.
- Av! Na litość boską! - Usłyszałam czyjś głos, ale nie odwróciłam się. Cały czas wpatrywałam się w linię horyzontu. Wiatr wiał coraz to mocniej, drzewa zaczęły uginać się pod wpływem jego siły, ale ja nawet nie chciałam mrugnąć. Poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i próbuje odciągnąć od świątynnego ogrodzenia. - Proszę cię, kontroluj się.
Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Raimunda, obok którego stał Indy. Posłusznie puściłam się bramy, ale cały czas patrzałam przed siebie.
- Co się stało? - zapytał Indy, zupełnie jakby go to obchodziło.
- Odszedł - powiedziałam, nie odwracając się. - On odszedł - powtórzyłam. Ukrywając twarz w dłoniach, rozpłakałam się jak małe dziecko. Upadłam na ziemię i poczułam jak zaczyna kropić. Podniosłam głowę, spoglądając w niebo. Zaczęło padać dużo mocniej, a ja miałam nieoparte wrażenie, że to moja wina. Zmieszany Raimundo mnie przytulił, a Indy położył rękę na moim ramieniu. Spojrzałam na mojego kolegę z drużyny; jego mina jak zawsze była spokojna. Bądź co bądź - był moim przyjacielem. Tęskniłam za nim.
______

No proszę, wyrobiliśmy się szybciej niż 'Jesień 2016', bo ta zaczyna się 23 września! Prosimy o szampana! Kippller - odpowiemy na Twoją 'zaczepkę' jak tylko się ogarniemy. Ciężko zintegrować cztery zbłąkane duszyczki. Tymczasem ja wracam do pisania Rozdziału 90. Szczęśliwego Nowego Roku Szkolnego, Rybcie!

piątek, 26 sierpnia 2016

Informacyjnie #3

Szybka i krótka informacja o dodanych właśnie ciekawostkach! Znajdują się one po prawej stronie naszego bloga! Koniecznie zajrzyjcie! 

Wasza ekipa! 

sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział XXXVIII część II

Przebudzenie - Kylar



     W powietrzu unosił się przyjemny i znany mi zapach, którego nie czułem już od paru tygodni. Kiedyś był dla mnie tajemnicą, a teraz należał do tych najprzyjemniejszych. Otworzyłem oczy i ujrzałem swoją siostrę. Siedziała na małym stołku. Jedną ręką trzymała moją, a drugą się podpierała. Przyjrzałem się i zobaczyłem piękną, ale i wyczerpaną kobietą. Wyglądała na zaniedbaną. Jej oczy były podkrążone, a włosy potargane.
     Podpierając się na prawym łokciu, spróbowałem podnieść się wyżej. Zasyczałem, kiedy poczułem ból w boku. Na moment powróciły moje wspomnienia. Przed oczami miałem Wuyę, która bez wahania wbiła sztylet w moje ciało. Mój wizerunek odbijał się w jej błyszczących oczach. Wyglądałem na przerażonego, jednak nie chciałem się wtedy poddać. Walczyłem.
     Otrząsnąłem się, kiedy poczułem uścisk w prawej dłoni. Odwzajemniłem go.
- Cześć brat - powiedziała ze spokojem uśmiechająca się Akloria. - Hej - odparłem cichym i zachrypniętym głosem. Byłem wykończony i czułem się słabo. - Długo już tak leżę? - Trochę. Ponad tydzień. Dość sporo cię ominęło. - Tak? Przecież uciąłem sobie tylko krótką drzemkę - odwzajemniłem jej uśmiech, a siostra zachichotała. - Dobrze, że poczucie humoru nadal jest z tobą. Jak poczujesz się lepiej, wszystko ci opowiem.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było umeblowane w zupełnie innym stylu niż budynki w świątyni Mistrza Funga. Nie dominowała tu biel i błękit, a bardziej ciepłe kolory. Bordowe zasłony, ozdobne dywany w najróżniejszych odcieniach pomarańczowego oraz meble z jasnego drewna. - Gdzie jesteśmy? - spytałem ciekawy; przecież kiedy ostatni raz widziałem naszą świątynię, to stała w płomieniach. Aktualnie pewnie nie wyglądała najlepiej. - W świątyni Mistrza Jao. Jest przyjacielem Funga i zaoferował nam pomoc. Zostaniecie tutaj, dopóki nie odbudują waszej. Prawdopodobnie potrwa to dość długo, ze względu na ilość zniszczeń - wytłumaczyła. - Wszyscy są cali? Jak z Indym i Av? - zacząłem się martwić o swoich przyjaciół. - Indy jest cały i zdrowy. Z Av… Jest gorzej. - Odsunęła się. Za nią znajdowało się drugie łóżko, gdzie leżała właśnie ona. Przełknąłem ślinę i przyjrzałem się jej. Wyglądała jakby spała. Oddychała bardzo powoli, nienaturalnie powoli. - Będzie z nią dobrze? - spytałem z nadzieją w głosie. - Nie wiemy. Nie potrafimy jej pomóc, ani nie potrafimy jej wybudzić. Jest w jakieś dziwnej śpiączce. Wezwanie lekarzy również nie pomogło. - Ona umiera, prawda?
Akloria nie odpowiedziała, ale tylko na mnie spojrzała. Jej wzrok potwierdził moje obawy. Nie cieszyłem się już z przebudzenia. To dzięki mojej przyjaciółce wytrwałem w celi i przeżyłem to wszystko. Razem to przeżyliśmy.


***


Kobieta usiadła na łóżku, tuż obok jej przyjaciela. Utkwiła swój wzrok w podłodze. Nie miała pojęcia co powinna dalej zrobić. Kylar nie był jeszcze gotowy, a ostatnie wydarzenia dodatkowo wszystko opóźniły. Czuła, że jej obowiązkiem jest go chronić. Tak bardzo kochała swojego młodszego brata, że jeśli sytuacja by do tego zmuszała, byłaby gotów oddać za niego życie.
Tekin chwycił Aklorię za rękę. Otrząsnęła się i spojrzała w jego stronę. Przytuliła go. Po jej policzkach spływały łzy. Przez cały czas była pewną siebie kobietą, a po wizycie w zamku Wuyi straciła to poczucie. Kobieta puściła przyjaciela. - A co jeśli to ja jestem nie gotowa, a nie Kylar? - spytała, ocierając łzy. - Kiedy nadejdzie właściwy czas, oboje będziecie. Nie musisz się o to martwić. Powinnaś z nim szczerze porozmawiać. - Wiem, że muszę to zrobić, ale nie tutaj. Chcę, żeby z nami poszedł, on musi wiedzieć czego chce. Musi odkryć dlaczego go potrzebuję. - Przekonasz go, żeby z nami poszedł? - spytał, znając już odpowiedź. - Tak, ale dam mu jeszcze parę dni. Należy mu się odpoczynek.
W pokoju rozległo się pukanie, a Tekin otworzył drzwi Fungowi. Na jego twarzy znajdował się szeroki uśmiech. Stanął naprzeciwko Aklorii. Ona natychmiast wstała. Chciała mu przedstawić, jej plan, który obejmował chwilowe odejście Kylara. Bała się, że im na to nie pozwoli, a ona nie chciała tego robić wbrew woli opiekuna drużyny. - Fung. Chcę, żeby Kylar dalej się u ciebie szkolił, tak jak ja kiedyś. Jesteś wspaniałym nauczycielem, ale znasz przepowiednię i wiesz jak duża jest szansa. Dobrze wiesz, że potrzebuję pomocy mojego brata. Chcę mu przekazać wszystko co wiem i zrobię wszystko, żeby nam się udało. Zg… - Zgodzę się - przerwał Aklorii. - Podróż u boku siostry nauczy go wiele. Prędzej czy później i tak powrócicie. Będę was oczekiwał - uśmiechnął się jeszcze szerzej i wyszedł z pokoju.
Młoda kobieta odetchnęła z ulgą i z powrotem opadła na miejsce obok Tekina.


***


Minęły dwa dni odkąd się obudziłem. Odzyskałem już większość sił i bez większych problemów mogłem chodzić. Akloria opowiedziała mi wszystko co się wydarzyło, z pomocą naszych dwóch gości specjalnych. Omi i Raimundo mieli bardzo duży udział we wszystkim. Spotkanie dwóch Smoków Xiaolin było dla mnie zaszczytem.
Zawdzięczałem życie Indemu, więc czym prędzej mu podziękowałem za jego nieocenioną pomoc. Gdyby nie on i Omi pewnie bym zginął, a Av teraz pewnie leżałaby martwa gdzieś w kącie lochu. Na szczęście wiedźma straciła większość swojej mocy. Odebrał ją mężczyzna, który nazywał się Chase Young. Nie wiedziałem o nim zbyt wiele i nigdy o nim nie słyszałem. Jedynie Omi i Raimundo powiedzieli mi, że jest on niezwykle niebezpiecznym, heylińskim księciem ciemności.   
     Na szczęście opowieść Funga i Doja znacznie różniła się od naszych przeżyć. Podczas ataku, zdołano ewakuować większość mnichów i zabrać ich w bezpieczne miejsce, a oni sami dotarli tutaj, do świątyni Mistrza Jao.
     Zamyślony ruszyłem w stronę budynku szpitalnego. Od dwóch dni bardzo często odwiedzałem tam naszą przyjaciółkę, która nadal się nie wybudziła; mało tego, z dnia na dzień było coraz gorzej. Była dla mnie teraz najważniejszą osobą i martwiłem się o nią. Nie chciałem jej stracić.
     W drodze do budynku rozproszył mnie Indy. Znajdował się na okrągłym placyku, gdzie porozstawiane były kukły ze słomy i drewna. Chłopak wykonał trzy ruchy do przodu i z jego pięści wystrzelił ognisty pocisk, który trafił najbliższy cel. Odwrócił się szybko i skierował ramię w stronę kolejnej “ofiary”. Przez jego ciało przebiegły żółte iskry, skaczące i biegnące w różne strony. Zatrzymały się na ramieniu i skumulowały w jedność. Świetlista błyskawica ruszyła do przodu. Nie trafił. Na ścianie została ciemna plama. - To coś nowego, a dodatkowo nie jest ogniem - powiedziałem, patrząc ze zdziwieniem. - Nie jestem do końca pewien jak tego używać. Pierwszy raz był przypadkiem; instynktownie podczas pojedynku z Wuyą. Wtedy udało mi się trafić - odparł, przeciągając się. - W końcu ci się uda to opanować. Podobnie jest z moimi mocami. Nadal mam problemy, żeby zapanować nad lodem i śniegiem. Z wodą poszło mi o wiele łatwiej, sam nie wiem dlaczego. - Ja nie mam problemów z ogniem i mi to nie przeszkadza. Jednak chciałbym opanować te błyskawice jak najszybciej - odparł lekko zirytowany. - Chciałem powiedzieć, że powinieneś być bardziej cierpliwy, ale zabrzmiałbym jak Mistrz Fung - powiedziałem ze śmiechem. - Po prostu powodzenia! - Dzięki - odparł unosząc wargi i zaraz wrócił do treningu.
Bez dłuższego zastanowienia ruszyłem do pokoju, gdzie leżała Av. Zamknąłem za sobą drzwi i stanąłem tuż przy jej łóżku. Spędzałem z nią tutaj sporo czasu. Po prostu siedziałem obok niej i czekałem na cud, który tak naprawdę mógł się nigdy nie wydarzyć. Czułem się bezsilnie, patrząc na nią jak umiera. Nie potrafiłem tego znieść. - Chciałbym ci jakoś pomóc, wiesz? - odezwałem się do śpiącej dziewczyny. - Może mnie słyszysz, może nie. Po prostu chciałem z tobą porozmawiać. Martwię się o ciebie i jestem gotów poświęcić dla ciebie wszystko, nawet i życie. - Rękawem koszuli przetarłem mokre od łez oczy. - Ale zamiast ci jakoś pomóc i ulżyć, stoję tu jak zamartwiający się wszystkim idiota.
Drzwi do pokoju się otworzyły, a obok mnie znalazła się Akloria, która złapała mnie za rękę i powiedziała:
- Kylar? Chciałabym z tobą porozmawiać. - O co chodzi? - odwróciłem wzrok od nieprzytomnej Av. - Jutro odchodzimy z Tekinem. - Co? Dlaczego? - spytałem, lekko podnosząc głos. Nie chciałem tego. Czułem się dobrze, mieszkając z siostrą w tym samym miejscu. - Akloria chwyciła mnie za rękę i wyprowadziła z pomieszczenia.
Stanęła przede mną i nerwowo machała rękoma. Nie wiedziała jak zacząć rozmowę, ani co mi powiedzieć. Po chwili odetchnęła i zwróciła się do mnie.
- Posłuchaj mnie, Kylar. Wiem, że chcesz zostać tutaj, z przyjaciółmi, ale widzę twoją nieufność do Mistrza Funga. Chciałabym… - A co, może tobie powinienem ufać?! - przerwałem jej i podniosłem głos. - Oboje to ukrywaliście. Nikt z was nie powiedział mi, że jesteś moją siostrą. Nie wiem czemu nie chcieliście mi nic powiedzieć, a zamiast tego, tworzyliście jakieś bezsensowne scenki! - Ja rozumiem co czujesz i próbujesz mi… - NIE! NIE ROZUMIESZ! Wiesz dlaczego postanowiłem ci zaufać? Bo jesteś moją siostrą! Uratowałaś mnie i moich przyjaciół. - Masz rację… Nie mam pojęcia jak się czujesz. - Powiem ci jak się czuję. Czuję się okropnie, fatalnie, beznadziejnie. Moja przyjaciółka umiera, ja również omal nie zginąłem. Dwa tygodnie spędziłem w mokrej i brudnej celi, będąc torturowany, niszczony psychicznie. Nigdy nie zapomnę, jak pomagałem tej kobiecie w jej chorych zabawach. Robiłem wszystko żeby ratować Av. Zabiłem jeszcze paru ludzi, zgadza się, złych ludzi, ale to nie ma różnicy, skoro pozbawiłem ich życia! Nie mam pojęcia co teraz robić! To wszystko…
Akloria położyła dłoń na moim ramieniu, a z moich oczu leciały łzy, jedna za drugą. Siostra uśmiechnęła się. - Kylar… Jesteś wystraszony. Masz zaledwie siedemnaście lat, a już przeżyłeś więcej, niż niejeden człowiek. Doświadczyłeś bólu i cierpienia, ale przetrwałeś. Przetrwałeś dzięki temu, że jesteś silny. Może nie jesteś najodważniejszy, ale jednak twoja miłość i przyjaźń do bliskich osób sprawia, że potrafisz pokonać wszystkie przeszkody. Jesteś naprawdę najlepszym człowiekiem, jakie moje oczy widziały. Do tego jesteś moim bratem. Bratem, którego kocham - powiedziała przyciągając mnie do siebie i przytuliła najmocniej jak potrafiła. Odwzajemniłem jej tym samym; nie wypuszczałem jej z objęć przez długi czas. - Też cię kocham.


Wróciłem do Av. Rozmowa z Indym i Aklorią w pewnym sensie mi pomogła. Wpadłem na pewien pomysł i wiedziałem, co chcę spróbować zrobić. - Uzdrowię cię. Wiele razy słyszałem, że woda symbolizuje płynące życie, więc dzięki niej można je naprawić.
Nie byłem pewny, czy to prawda i czy w ogóle mam jakiekolwiek szanse, ale musiałem podjąć próbę uratowania jej. Przyciągnąłem wodę z pobliskiego dzbana. Przyjrzałem się ranom Av. Wszystkie, które zostały przymrożone lodem prawie się zagoiły, poza jedną raną obok szyi. Uformowałem wodę w rękawiczki i przyłożyłem otoczone płynem dłonie do rany. Wyglądała źle. Opuchnięta, miejscami pokryta zielonym kolorem.
Poczułem dziwne uczucie i przez moment ujrzałem wnętrze ciała Av. Mięśnie, narządy, wszystko. Przestraszyłem się i odsunąłem, a woda rozlała się na podłodze, Zszokowany stałem z uniesionymi rękoma. Nie potrafiłem powiedzieć, co właśnie zrobiłem, ale wiedziałem, że jestem na dobrej drodze. Ponownie chwyciłem wodę i przyłożyłem do jej rany. Znowu ujrzałem organizm przyjaciółki. Wszystko wyglądało jakby było na swoim miejscu. W końcu natrafiłem na niepasujący element. Razem z krwią, płynęła inna, zielona ciecz. Domyśliłem się, że jest to jakaś trucizna. Starałem się ją odgrodzić od krwi i pociągnąć ze sobą. Udało mi się to, a woda pochłonęła płyn i zabrała go ze sobą. Odsunąłem się, a trucizna wypłynęła z jej ciała. Szybko odsunąłem ją za pomocą wody i wlałem do małego naczynia.
Wiedziałem, co teraz muszę zrobić, ale chciałem się jeszcze pożegnać. Zbliżyłem się do niej i nieśmiało ją pocałowałem. - Av, kocham cię, ale muszę odejść. Wrócę. Obiecuję. Wiem, że będziesz na mnie zła, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Chcę odkryć po co tu jestem i moja siostra może mi w tym pomóc. Wybacz mi.
*
Odwróciłem się ostatni raz, żeby jeszcze raz spojrzeć na świątynię Mistrza Jao. Z nieba zaczęły spadać krople deszczu. Z sekundy na sekundę, było ich coraz więcej. Akloria położyła dłoń na moim ramieniu.  Spojrzałem na nią. - Wiem, że dla ciebie to nie jest łatwe, ale musimy iść.
Odwróciłem się i ruszyłem dalej drogą wraz z siostrą i Tekinem.


_______

Zaczynamy księgę drugą! XD A w pakiecie do tego krótkiego rozdziału dołączamy nową wersję rozdziału pierwszego (przejście tutaj). Miłego czytania! Zachęcamy do zostawienia komentarza!

Przejście do Rozdziału XXXIX

czwartek, 11 sierpnia 2016

Informacyjnie #2

Hejka! Z tej strony Wasza ukochana ekipa! 

Jak Wam minęła połowa wakacji? 
Ale teraz nie o tym. Pora na parę słów wyjaśnień, które Wam się należą. Mamy zamiar przekazać informacje o nadchodzących zmianach. 

Pierwsza z nich to zupełnie nowy prolog, więc radzimy się z nim zapoznać! Takim zmianom ulegną jeszcze pierwsze rozdziały. Będą one stopniowo edytowane, a my o tym wtedy poinformujemy. 

W wakacje powinna pojawić się nowa zakładka, a mianowicie - ciekawostki. Będą one dotyczyć bohaterów naszej opowieści oraz ich historii. Będą one dodawane wraz z zakończeniem danej Księgi. Więc, pierwsze jakie się ukażą, będą przeważnie dotyczyły Księgi Pierwszej. Ostrzegamy przed potencjalnymi spojlerami, które mogą się w nich znaleźć, dlatego najpierw lepiej zapoznać się z treścią danej Księgi!

Kolejna rzecz, czyli opisy bohaterów. Nadrobimy zaległości w tej sekcji, a zarazem dodamy parę nowych. 

Rozdział będzie może nieco szybciej niż w 2024. XD

Podsumowując. Nasz blog nadal żyje i będzie żył, pomimo wszelakich przerw i kłopotów z nim związanych. Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami pomimo wszystko! No i dziękujemy za Waszą obecność! <3